Wrzesińskie kluby zaprotestowały przeciwko podziałowi miejskiej dotacji, która zdaniem części środowiska została źle rozdystrybuowana. W Gnieźnie jest podobnie i wiele wskazuje na to, że tutaj także szykuje się ostre spięcie pod koniec tygodnia.
Sportowe środowisko w Gnieźnie żyło wczoraj podziałem miejskich środków. Niespodzianki nie było, bo podobnie jak w ostatnich latach, dużą część tortu skonsumuje piłka ręczna i żużel. MKS i Start dostaną większe przelewy z Ratusza niż rok wcześniej i nie to budzi kontrowersje, a pewien parytet. Co ciekawe, identyczna sytuacja miała miejsce także we Wrześni. Tam spór dotyczył dotacji na piłkarską Victorię i siatkarski Progress, którzy także okazali się wiodącymi beneficjentami. Środowisko rozsierdziła kwota wsparcia dla klubu lekkoatletycznego, który otrzymał 60-krotnie mniej (6500zł), niż piłkarze i o zgrozo, w Gnieźnie mamy kopię tej historii!
Dziś od rana mieliśmy dosłownie „gorącą” linię telefoniczną i skrzynkę mailową. Pytaliście jakie są zasady podziału pieniędzy, kto o tym decyduje i dlaczego tak właśnie jest. Mimo, że to nie my powinniśmy być odbiorcami tych pytań, staraliśmy się wyjaśnić te kwestie zgodnie z nasza wiedzą. Nie będziemy w tym momencie tworzyć elaboratu na ten temat, a przejdźmy do historii, która połączyła właśnie Gniezno i Wrześnię. Najwięcej kontrowersji wywołała kwota wsparcia dla lekkoatletycznego Atlety. Klub szkolący blisko setkę dzieci, dostanie w tym roku…. 2000zł. Jak łatwo obliczyć, każdemu przypadnie około 20zł. Rocznie! – Wyjaśnijcie mi, kto o zdrowych zmysłach, podpisuje się pod tym. Inny lekkoatletyczny klub, który ma pod sobą kilku zawodników (MKS Gniezno – dop.aut.) dostaje 5000zł, a Atleta nawet nie połowę tego? To szachiści dostają podobnie – pisze anonimowy czytelnik. – Mieszko z dotacją 300 tysięcy złotych? Klub, który gra w szóstej lidze w Polsce? Przecież tam już kibice nawet nie zaglądają – dodaje inny. To jednak nie jedyne kontrowersje, bo tradycyjnie jak co roku dostaje się Startowi, który otrzyma w tym roku blisko 150 tysięcy więcej niż rok temu, kto inny zarzuca ostentacyjne pomijanie Szczypiorniaka, czy ogromne kwoty na trzy gnieźnieńskie biegi. – Co roku startują tam osoby, które płacą za najwyższe w Polsce pakiety startowe. Do tego są duże firmy, które wspierają te imprezy, po co więc ćwierć miliona na jednodniowe eventy? – czytamy z kolei w skrzynce messengerowej naszego Facebooka.
Pretensje są więc niemal wszędzie, wróćmy jednak do przypadku wrzesińskiego. Tam na sport było w tym roku 1,3 miliona złotych (bardzo dużo jak na wielkość miasta) i gromy spadły na burmistrza, który miał zdać się na wiedzę przewodniczącego komisji rozdzielającej kasę. Przedstawiciele sześciu klubów przyszli więc do Ratusza i wywalczyli póki co spotkanie do którego dojdzie w marcu. Większe grono ma dyskutować co zrobić w przyszłości, aby potrzeby były dzielone bardziej sprawiedliwie. Tyle Września, a co w Gnieźnie? Znów podobnie!
U nas szykuje się identyczny zwrot i to już niedługo. Z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że najbliższa komisja sportu zapowiada się wybitnie konfrontacyjnie, bo wizytę zapowiadają niektóre kluby. Są też i takie, które nie przyjmą tegorocznego wsparcia. Co z tego wyniknie, będziemy oczywiście informować na bieżąco.
0 komentarzy