Nie doczekaliśmy się dziś sensacji w hali im. M. Łopatki. Faworytki z Lubina pokonały osłabiony, ale niezwykle ambitny zespół MKS, który do ostatniego momentu był bliski dokonania rzeczy niemal niemożliwej!
Każdy inny wynik w tym meczu niż zwycięstwo lubinianek, byłby w obliczu zdrowotnych problemów MKS uznany za sensację. Czym jednak byłbym sport, gdyby scenariusze były znane przed pierwszym gwizdkiem? Zagłębie było zdecydowanym faworytem, choć nie mające nic do stracenia gospodynie bardzo ambitnie utrudniały im od początku boiskowe życie. Gra toczyła się w szybkim tempie, bramki z obu stron padały na zawołanie, w szeregach MKS brylowały podobnie jak w całym sezonie Malwina Hartman i Katarzyna Cygan. To one trzymały wynik dla swojej drużyny i gdyby nie fantastyczna postawa w bramce Zagłębia Maliczkiewicz, wynik długo oscylowałby wokół remisu. A tak w 15.minucie przegrywaliśmy 7-11 i ta strata do końca pierwszej połowy na szczęście niewiele się zmieniła (11-16), w czym również wielka zasługa Aleksandry Hypki w bramce.
Po zmianie stron to MKS zaczął nadawać ton, w ofensywie wszystko nam wychodziło i na tablicy zobaczyliśmy wynik 16-18. Zagłębie otrząsnęło się, odskoczyło na kilka trafień, ale gnieźnianki ani myślały odpuszczać ten mecz. Na kwadrans przed końcem było 22-24, Bożena Karkut widząc nieporadność swojego zespołu wzięła czas. Nic nie dał, bo po chwili był remis 24-24! Trybuny eksplodowały, bo kibice zaczęli czuć, że „Miedziowe” są w tym meczu do „ugryzienia”. Zegar odliczał coraz mniej czasu do końca, a sensacja której miało nie być, wisiała na włosku, bo ciągle było remisowo po 27. Niestety nasz zespół w najgorszym momencie zaczął się mylić, czując zapewne wielką szansę na wielki wynik. Trzykrotnie oddawaliśmy piłkę po błędach i to okazało się kluczem do wygranej Zagłębia. Dobitnie pokazała to statystyka strat – cztery Zagłębia i aż czternaście MKS.
Nie zmienia to faktu, że dawno tak dobrze nie smakowała porażka, która jest małym triumfem osłabionego zespołu z Gniezna.
MKS Urbis Gniezno – Zagłębie Lubin 30-33
0 komentarzy