Robert Popek po raz pierwszy odniósł się do zarzutów, formułowanych w jego stronę przez wąską grupę kibiców. Chodzi o pomijanie młodszych i mniej doświadczonych zawodniczek w składach meczowych.
Seria ostatnich porażek ma swoje konsekwencje na wielu płaszczyznach. Nie tylko widać to w tabeli, ale i na internetowych forach. To bodaj pierwsza taka sytuacja, w której krytyka działań szkoleniowca MKS pojawia się tak często i z taką regularnością, choć głównie dotyczy wąskiej grupy i jednej kwestii.
Chodzi o zbyt małe wykorzystywanie w ligowych potyczkach zawodniczek młodszych i o mniejszym stażu. Ostatnia plaga kontuzji odwróciła ostatnio ten trend, „drugi garnitur” zaczął częściej wchodzić na boisko, a co ciekawe, na naszych łamach Kinga Grzyb z Zagłębia Lubin pochwaliła młode pokolenie MKS. Postanowiliśmy zatem zapytać trenera żółto-czarnych, o zajęcie stanowiska w kwestii internetowych zarzutów. Co usłyszeliśmy?
– Jeżeli mamy zaczynać w ogóle taką dyskusję, to zacznijmy ją od razu od argumentów – mówi nam Robert Popek. – Wiem, że pojawia się sporo komentarzy, ale od razu powiem zainteresowanym, że ja ich w ogóle nie czytam. Jedyny mój komentarz do różnych insynuacji jest taki, że zasada jest prosta: jeżeli zawodniczka wywalczy sobie miejsce poprzez treningi, wskakuje do składu meczowego. Nic nikomu się w tym klubie nie należy! Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś jest młody, czy mieszka w Gnieźnie, czy gdziekolwiek indziej. Jeżeli ktoś ma formę, jest dobry, to gra więcej, jeśli inaczej, sytuacja jest odwrotna. Czasem trzeba czekać na swoją szansę, być cierpliwym i takie są zasady w sporcie, w każdej dyscyplinie. Ja zamierzam również się tego trzymać – zakończył szkoleniowiec.
0 komentarzy