LEKKOATLETYKA TOP NEWS

Jacy oni są dumni! Z… przyczepki i garażu!

Działają niecały rok, ale już są wiodącym klubem lekkoatletycznym w naszym powiecie. Tym razem wykorzystaliśmy pierwszą wolną chwilę od przerwy w wielu rozgrywkach i wybraliśmy się z mikrofonem do Atlety Gniezno. Jacy oni są szczęśliwi z pierwszych swoich sukcesów i to nie sportowych!

LKS Atleta Gniezno wypełniło pustkę na lekkoatletycznej mapie Gniezna. Nie było do tej pory klubu, który zgromadziłby na starcie tak dużą liczbę dzieciaków, czym udowodnił, że w 70-tysięcznym mieście była spora nisza. W tygodniu lekkoatletykę trenuje tu około stu dzieciaków, postanowiliśmy zatem sprawdzić co już się dzieje i czy są może widoki na pierwsze sukcesy.

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl: Udowodniliście ukryty potencjał w gnieźnieńskiej młodzieży. Wystartowaliście niedawno i weszliście niemal z buta na lekkoatletyczną mapę naszego miasta.

Leszek Hęś/Atleta: Była pustka, nie da się ukryć. Wypełniliśmy ją rzeczywiście błyskawicznie i ogromnie się z tego cieszę. Mamy wielu pasjonatów sportu, którzy szkolą, ale też cały czas podnosimy nasze kwalifikacje. To wszystko narodziło się dosłownie z niczego.

Jak to z niczego? Przybliż proszę gdzie i jak ta myśl zakiełkowała

Od zawsze wiedziałem, że w Gnieźnie nie mam gdzie posłać swoich dzieci. Niech mi ktoś pokaże jakiś sukces gnieźnieńskiego szkolenia na arenie np. krajowej. Czy są tutaj zawodnicy, którzy trenowali od dziecka i wybili się dalej? Nie wiem czy kogoś takiego znajdziemy. Dlatego szybko stwierdziliśmy z grupą znajomych, że trzeba działać i nie czekać aż ktoś coś za nas zrobi. Błyskawicznie ruszyliśmy do akcji i mamy błyskawiczne efekty. 

Od kiedy działacie, przypomnij proszę

We wrześniu będzie mijał rok od kiedy zarejestrowaliśmy nasz klub. Ja wcześniej działałem z dziećmi, ale była to mała grupka, nieporównywalna z tym co jest teraz. Gdy na treningach pojawiła się 15-tka dzieciaków, zapaliła się lampka. Ale nie będę krył, że mamy ciągle „pod górkę”. Wiedziałem od początku, że muszę większość wsiąść na swój kark jeśli się zaczyna. Ale trenowaliśmy od maja 2019 roku tuż obok SP 12. Zawsze zerkałem na boisko za siatką i marzyło mi się, aby końcu wejść na nie oczywiście legalnie w porozumieniu ze szkołą. Słyszałem jednak: Zajęte. Byłem jednak dociekliwy i przychodziłem kilka razy w tygodniu i co? Ani jednej osoby trenującej! Ponowiłem pytanie i znów usłyszałem to samo. W końcu jakoś udało nam się przebić mur i jesteśmy w końcu. Płacimy sporo, ale nie płaczemy z tego tytułu, bo w końcu mamy godne warunki. Nie wyciągamy na razie dłoni po środki, bo dopiero zaczynamy i po prostu nie wypada. 

No ale przecież macie środki ze składek. Skoro jest tylu dzieciaków ktoś może powiedzieć – to jest dobry biznes!

To życzę powodzenia w tym biznesie. Ja nie mam z tego funduszy, z których mógłbym się utrzymać i ciągle muszę pracować w Decathlonie. Moja żona też pomaga mi w klubie i poświęcamy temu naprawdę sporo czasu.

Ilu najmłodszych z wami trenuje?

Jest już z nami setka dzieci. Tyle jest w trzech sekcjach, które prowadzimy. Wszyscy mają do dyspozycji potrzebny sprzęt, bo zarówno rodzice dzieci nas wsparli, ale też dostaliśmy z Fundacji Velux 15 tysięcy na najpotrzebniejsze rzeczy. Mamy teraz to co potrzebujemy, jednak okazało się, że nie mamy gdzie tego trzymać (śmiech). Kupiłem wobec tego przyczepkę i wynająłem garaż. I powiem tobie, że jak stanąłem sobie w tym garażu powiedziałem sobie w duchu: Jestem mega zadowolony i mimo, że nie zdobyliśmy żadnego medalu olimpijskiego, to jest nasz pierwszy sukces. Podjeżdżam tą przyczepką na trening i jest pięknie. 

LKS Atleta to kto? Kto prowadzi młodzież oprócz ciebie?

Mamy trenera, którego zawsze podziwiałem, Mariusza Karmelitę. Osoba, która prowadzi także blog o swojej walce z cukrzycą, prowadził dzieci w Akademii Lecha, biega w ultramaratonach. Jest też z nami Monika Bartkowiak, dodatkowo mamy spotkania z dietetykiem, gdzie dzieci wraz z rodzicami mogą na ten temat porozmawiać. Bardzo mi zależy na tych spotkaniach i żeby rodziców wyedukować. Za to jak rozwijają się dzieci są w 100% odpowiedzialni rodzice, bo dzieci muszą mieć siły, które biorą się z odżywiania. Jest też Szymon Wesołowski, mistrzyni Polski, reprezentantka Polski Marzenka Siwińska, mamy ciekawy skład

Jak wyglądają zatem wasze zajęcia. Na co kładziecie nacisk?

Skupiamy się na bieganiu i skoku w dal i mamy dzieci podzielonych na grupy. Młodsze dzieci to inna bajka treningowa i nie możemy robić z nimi specjalistycznego treningu. Wychodzę z założenia, że każde dziecko rodzi się z podobnymi umiejętnościami. Zdrowe dzieci. Każdy malec potrafi wziąć do buzi palec od nogi, a my już tego nie umiemy. Dlaczego zatem 6-7 łatki już tak bardzo się różnią? Już niektórzy nie potrafią zrobić podstawowych rzeczy. Więc tłumaczę: rozwój dzieci podzielony jest na etapy i wszyscy do 9 roku życia powinni dużo się ruszać, ale nie robić nic konkretnego. Dlatego powinny biegać, skakać, aby potrafiły zrobić fikołka, czy się przeturlać. Ale już taki 10-11 latek już może rozwijać się pod konkretnym kątem. My widzimy w czym takie dziecko może być dobre. Mamy więc grupę, która chce skakać w dal, a druga która ma predyspozycje do biegania i robi np. trening interwałowy. 

Są wyróżniające się już osoby?

Tak, już to widać, ale trzeba pamiętać, że jesteśmy młodym klubem z młodymi dziećmi. W innych klubach mają najmłodsze dzieci w wieku naszych najstarszych. Ten potencjał my dopiero powoli odkrywamy, ale już widać, że są 10-11 latkowie którzy mają duże umiejętności. Na zawodach na które jeździmy te dzieciaki już nie mają sobie równych! Widać ogromny progres i super wyniki. Niektórzy mają już wyniki na poziomie krajowych osiągnięć. Talentów naprawdę jest dużo, tylko trzeba odpowiednio dopasować talent do dyscypliny. Coś na razie zaczyna wychodzić, ale jeszcze nie chcę chwalić dnia…

To jest tu i teraz, ale wiem, że macie już w planach kolejne pomysły

Zgadza się. Trenujemy od kilku dni skok wzwyż, a więc mój ulubiony sport. Spotykam się z najlepszymi szkoleniowcami w Polsce, sam z nimi trenuję i chciałbym ten sport rozpropagować wśród tych dzieci, które mają do niego predyspozycje. To trudny sport nie da się ukryć, ale da się go normalnie trenować. Większość skupia się na łatwiejszych dyscyplinach, my chcemy pójść dalej. Z tego co wiem, chyba nikt w Gnieźnie nie szkolił wcześniej w tej dziedzinie i liczę, że pierwsze efekty pojawią za jakieś 3-4 lata.

Plany startowe macie w najbliższym czasie?

Nie ma nic w tej chwili z prostego powodu. Mamy poluzowane restrykcje, ale za chwilę możemy mieć powrót obostrzeń, a organizacja zawodów kosztuje. I pieniędzy i masę pracy, bo żeby coś ciekawego stworzyć, trzeba siedzieć nad tym miesiącami. Dlatego ludzie się nie garną, aby coś stworzyć pod nas. PZLA ma oficjalne zawody, ale w kategorii U12, U14 i U16, a nasze dzieciaczki niektóre mają głównie 6-8 lat. Na razie skupiamy się na małych mityngach w ościennych ośrodkach, a już we wrześniu będą u nas otwarte zawody dla wszystkich. Będzie skok w dal, bieganie i rzut piłką lekarską. 

Dzieci nie zniechęcają się mimo wszystko do regularnych treningów?

Jestem bardzo miło zaskoczony, bo nie ma za wiele takich przypadków. Każdemu mówię: nie wszyscy zostaną mistrzami w sporcie, ale na pewno będą lepszymi ludźmi. Bez wątpliwości, o ile ten ktoś zrozumie co robi i po co. 

Przyjmujecie ciągle nowych?

Nie mam tutaj dobrych informacji. Nie przyjmujemy na razie dzieci z zewnątrz, ponieważ mamy tak duże obłożenie, że nie jesteśmy w stanie „ogarnąć” większej grupy. W przyszłości pewnie tak.

Trzymacie pewnie kciuki za powodzenie budowy długo wyczekiwanej bieżni przy Strumykowej?

O tak! To jest moje wielkie marzenie, nie tylko patrząc na klub, ale nawet sam bym chciał iść sobie tam pobiegać. Teraz np. wyjeżdżamy o 5 rano do Mogilna, albo do Wrześni. Do takiego Mogilna, który jest skromną gminą i o wiele mniejszą. Mają piękny obiekt, trybuny, 7 torów, wszytko co potrzeba. Okazuje się, że można. Słyszę, że chce się budować mniejszą bieżnię, ale mam nadzieję, że to tylko plotki. Jak teraz nie zrobimy dobrego obiektu z atestem, to w następnych 50 latach nie powstanie nic. Nie zrobimy nic większego i tyle w temacie. Już lepiej nie robić nic, niż tworzyć jakieś wynalazki. Minimum 6 torów – tyle potrzeba. Jeżeli nie ma pieniędzy to czekajmy, może w następnej kadencji kasa się znajdzie na sensowny projekt. 

Dziękuję za rozmowę i życzę samych sukcesów!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *