NEWS

Mirosław Jabłoński zbesztany z błotem przez ogólnopolski dziennik

Mirosław Jabłoński wyrósł po pierwszej ligowej kolejce Ekstraligi na „gwiazdę”. Nie chodzi tu oczywiście o popisy na torze, bo eWinner 1.Liga, której będzie częścią jeszcze czeka w blokach startowych, a to co z jego udziałem odbywało się za mikrofonem stacji Canal+. Suchej nitki na zabawowym stylu gnieźnianina nie zostawił Przegląd Sportowy i jeden z żużlowych menedżerów. Czy słusznie?

Wiadro pomyj, lub jak kto woli, kubeł zimnej wody. A może jedno i drugie naraz, spadły na głowę gnieźnieńskiego zawodnika i komentatora w jednym. Chodzi o styl, podejście do wykonywanego zawodu, lub mówiąc krótko – luz – z jakim Jabłoński kojarzy się od wielu lat, stały się języczkiem u wagi głównego polskiego dziennika o tematyce sportowej – Przeglądu Sportowego. Artykuł i zawarte w nim sformułowania wprowadziły u wielu sporą konsternację, żeby nie powiedzieć szok. 

„Chyba po raz pierwszy w historii po inauguracyjnej kolejce sezonu żużlowego więcej się mówi w komentarzach kibiców o wyczynach komentatorów, niż o popisach zawodników. (…) Telewizyjny kibic miał wczoraj do wyboru albo oglądać siermiężną rodzimą piłkę nożną, opatrzoną profesjonalnym komentarzem poważnych ekspertów, albo najlepszą żużlową ligę świata z robiącym sobie śmichy-chichy Mirosławem Jabłońskim. Jeśli decydował się na wybór oglądania sportu po raz pierwszy w życiu, to pewnie z żużla zrezygnował po pięciu minutach”

Tak rozpaczyna swój materiał Arkadiusz Adamczyk. Dalej wcale nie jest lżej. Dziennikarz nie zostawia suchej nitki i dosłownie beszta z błotem gnieźnianina dotykając nie tylko jego „działki” dziennikarskiej, ale i zawodniczej. 

„Przeciętny zawodnik rodem z Gniezna uwierzył chyba, że jest już taką dziennikarską gwiazdą, że może sobie pozwolić na wszystko. Nawet na komentarze rodem spod budki z piwem, na niczym nieuzasadnione wybuchy śmiechu, na rubaszne żarty, na epatowanie brakiem elementarnego profesjonalizmu. Najgorsze jest to, że do poziomu „barowego komentarza” sprowadził najlepszego od lat komentatora żużlowego – Tomasza Dryłę” (…) Jakby tego było mało obaj komentatorzy wystąpili też w Magazynie PGE Ekstraligi. Tam popisów było jeszcze więcej. Jabłoński pokładał się ze śmiechu po własnych żartach, kładł głowę na stole. Wtrącał się każdemu w zdanie. Sprawiał wrażenie, że wie wszystko, a tymczasem znów brakowało mu elementarnej wiedzy. Szef żużla w Canal+ – Marcin Majewski – musiał uspokajać Jabłońskiego, jakby próbował zapanować nad jakąś niesforną grupą dzieciaków na placu zabaw, a nie prowadził publicystyczny program w sztandarowej dla żużla stacji telewizyjnej. Wyraźnie zniesmaczony był też były reprezentant Polski, Krzysztof Cegielski. Z jego miny można było odnieść wrażenie, iż chyba nie do końca wierzy, że to co widzi i słyszy, dzieje się naprawdę”

Co ciekawe, nie tylko Przegląd Sportowy skupił dziś swoją uwagę na Jabłońskim. Adrian Rosiński, żużlowy menedżer agencji Speedway Protect, też publicznie wypowiedział się za pośrednictwem mediów społecznościowych co sądzi o poziomie komentowania m.in. naszego przedstawiciela. 

„Powoli przestaje mi się podobać komentowanie spotkań przez p. Dryłę i Jabłońskiego. Kiedyś może to było fajne, teraz juz nie jest. Mam wrażenie, że panowie czasami zapominają, że nie siedzą w pubie przy flaszce tylko komentują mecz dla dziesiątek tysięcy”

Nie da się ukryć, że to chyba pierwsze tak ciężkie doświadczenie byłego zawodnika Startu za reakcyjnym „sitkiem”. Prędzej, czy później Jabłoński pewnie musiał się liczyć z tym, że luzacki styl nie wszystkim przypadnie do gustu i tak stało się już podczas premierowej kolejki Ekstraligi. Próbowaliśmy dziś skontaktować się w tej sprawie z samym zainteresowanym, oraz szefem żużlowego działu C+, Marcinem Majewskim. Na razie bezskutecznie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *