SPORTY SIŁOWE TOP NEWS

Teraz czas na Rosję! Karolina Koszela zachwyci Putina?

Czterech podejść potrzebowała, aby w końcu dopiąć swego. Karolina Koszela zwyciężyła w zakończonych w ubiegłym tygodniu w USA zawodach Arnold Sport Festiwal w trójboju siłowym. Tym sukcesem, w jednych z najbardziej prestiżowych zmaganiach siłowych świata, chce otworzyć sobie furtkę do kolejnego wielkiego wyzwania. 

W swojej kolekcji gnieźnieńska siłaczka ma wiele trofeów, ale na ten musiała wyjątkowo długo czekać. Wyjątkowo, biorąc pod uwagę fakt, z jaką łatwością zdobywała kolejne szczeble nie tylko kariery w trójboju, ale choćby wcześniej w boksie. Tym razem była jednak przysłowiowym „czarnym koniem”, bo potrafiła wspiąć się na najwyższy stopień podium, po dopiero 12. miejscu przed rokiem. Zwycięstwo za oceanem było jej wielkim marzeniem, ale nie zamierza na tym etapie się zatrzymać. Super-Karolina już myśli o kolejnych wyzwaniach, tym razem za wschodnią granicą. Po podbiciu Ameryki, chce tym razem zdobyć uznanie samego Władimira Putina w rosyjskich zmaganiach, gdzie wstęp ma tylko wąska światowa elita! 

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl – Karolina, chciałbym na początek w imieniu własnym i wszystkich czytelników SG raz jeszcze złożyć Tobie gratulacje. Spełniłaś swoje wielkie marzenie.

Karolina Koszela/zawodniczka – Dziękuję bardzo. Tak, to było moje marzenie i cel, które osiągnęłam, ale ja już widzę kolejne cele na horyzoncie. Nie chcę osiąść na laurach! Już chcę dalej, więcej, mocniej. 

Więcej i mocniej mam wrażenie jest cały czas, bo przecież zrobiłaś ogromny progress w porównaniu z ostatnim startem w Ohio.

Bardzo duży progress zrobiłam, to jest fakt, ale to wynika głównie ze zmiany trenera. Znalazła w końcu właściwe osoby dosyć blisko, bo w Poznaniu i bardzo dużo razem pracowaliśmy i to przyniosło efekt. 

Kto jest tym cudotwórcą?

Do tej pory trenowałam z Bartkiem Bąkiem i funkcjonowaliśmy raczej „on-line”, bo mieszka on w Jaworznie. Teraz zajmują się mną Barbell Brothers z Kamilem Kuczwarą w składzie, do którego jeżdżę trzy razy w tygodniu. Ta pracujemy, poprawiamy mankamenty, a postępy widać. Zrobiłam duży skok w ciężarach, w niektórych bojach poprawiłam się o 70kg, a to jest naprawdę sporo. 

Co myślałaś sobie w samolocie lecąc do USA? 

Myślałam sobie, że nie ma innej opcji tym razem niż wygrana. Patrząc na moje wyniki, ale też na światowe rezultaty wiedziałam, że mam szansę. Ale jest jeszcze coś. Wszystko zależało od tego, jak wytrzymam psychicznie, ponieważ leciałam tam sama bez trenera. 

Dlaczego?

Powód mógł być tylko jeden – koszty. W głównej mierze ponosimy je sami, a wylot na takie zawody do Ameryki to prawie 9 tys. na osobę. Mnożąc razy dwa, robią się spore sumy. Podjęliśmy decyzję, że lecę sama, a z trenerem będę się kontaktować za pośrednictwem mediów społecznościowych. 

Oprócz mentalnego wsparcia, trener pewnie więcej widzi od Ciebie, gdy jesteś skupiona na rywalizacji. 

Zgadza się. Jest jednak moment, w którym trener jest niemal niezbędny. To są przysiady, gdy musi obwiązać mnie taśmą, tak aby były one stabilne. To bardzo pomaga w samym przysiadzie. Mnie nie miał kto związać, przez co nie zdążyłam do drugiego podejścia, o czym zresztą pisałam. Od momentu wyczytania nazwiska, do wejścia na podest jest tylko minuta! Nie zmieściłam się i nie zostałam dopuszczona. Poza tym trener może mnie też asekurować przy przysiadzie i w tym przypadku stał obok mnie ktoś inny, kto mnie nie znał i niepotrzebnie mi pomógł. 

Przez takie detale, mogło Tobie uciec zwycięstwo. Byłaś wściekła?

Mogło i kosztowało mnie to dużo. Spadłam po przysiadach bardzo daleko, ale nadrobiłam to na szczęście w klatce i martwym ciągu, a na dodatek nie załamałem się. Trener o to się trochę bał, że wpłynie to na moją głowę i nie będę mogła podejść „na czysto” do reszty bojów. Głowę jednak szybko ogarnęłam i było dobrze.

Arnold Sport Festiwal to największe tego typu wydarzenie na świecie. Jak Ty je odbierasz? Mnie dziwi brak gratyfikacji finansowych dla najlepszych, które np. w przypadku zawodów kulturystycznych Mr.Olympia, potrafią być na przyzwoitym poziomie.

Co zrobić. Jest jedynie uścisk dłoni i to musi wystarczyć (śmiech) 

A sam Arnold Schwarzenegger? Kibicuje, da się go zauważyć?

Rzadko (śmiech). Chodzi czasami między stoiskami i między zawodami w dużej hali i pokazuje się na chwilę. Nawet nie wręcza nigdzie nagród! Jedynie bodajże w zawodach strongmanów dla elity. To jest taka wisienka na torcie i tam go widać. A poza tym jest otoczony przez wianuszek ochroniarzy, którzy nie dopuszczają nikogo do niego. Jeśli sam chce, to podchodzi do jakiegoś zawodnika, a nie odwrotnie. Chociaż z drugiej strony trzeba to zrozumieć, bo przy tłumach, które tam są, nie miałby życia. Prócz samych sportowców, są tam tysiące widzów i pod tym względem to jest przepaść do tego co mamy u nas. To jest wielkie widowisko, które oglądają tłumy. W Polsce wiem to po sobie, zapraszamy znanych sportowców i czasem nie przekłada się to na frekwencję. 

Wrócisz tam jeszcze? Pomyślałaś sobie – „Arnold, to by było na tyle”!

Nie, absolutnie. Mam sporo nowych planów w głowie. Zobaczymy jak to się ułoży w ciągu całorocznych startów. Ale ostatniego słowa chyba tutaj jeszcze nie powiedziałam. Sukces u mnie jest jak nałóg i lubię być na szczycie. 

A te „nowe plany”? Jest jakiś inny szczyt szczytów, który czeka na zdobycie?

Mogę zdradzić. Trener chce, abym spróbowała sił tym razem w Moskwie. To będą zawody w maju lub we wrześniu, którym patronuje sam prezydent Władimir Putin. Ponoć bardzo lubi trójbój siłowy, tak słyszałam. I tam zjeżdżają się najlepsi z całego świata, wybierani do takiej elitarnej grupy. Tam nie ma awansów poprzez jakiekolwiek zawody. Trzeba dostać imienne zaproszenie, wybiera się tylko najsilniejszych. 

To lepszą przepustką nie możesz chyba się legitymować. Liczysz na to zaproszenie?

W teorii może tak. Ale to nie jest takie proste. Wiem, że obserwują wyniki i nie wybierają zawodników tylko po jednym dużym „strzale”.

Czyli co musisz jeszcze dorzucić do swojego sportowego CV?

Wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać! Przede wszystkim podnosić coraz większe ciężary. Moim planem jest osiągnąć w tym roku w martwym ciagu 250kg, tak samo w przysiadzie. W klatce chcę przekroczyć 130kg. Sumując, chcę osiągnąć tzw. total na poziomie 630kg. To będzie mój paszport (śmiech). To będzie wynik na miarę bardzo ścisłej czołówki na świecie i to wśród zawodowców. 

Tam w końcu są pieniądze rozumiem. U Arnolda jak wiemy, jest z tym słabo.

U Arnolda jest uścisk i tyle, a Putin dba o sportowców. Dają nagrody, jednak największe są w zmaganiach Elity, którą można porównać do rywalizacji w zawodowym boksie. Tam są prawdziwe pieniądze do zarobienia. Jeśli już się tam ktoś pokaże, ma się niejako pracę „na etat”. Jeździ się po różnych zawodach, gdzie dostaje się gratyfikacje za sam start. 

Nazwijmy pewne rzeczy po imieniu, zostawiając Rosję Putina z boku. Wykonujesz kawał ciężkiej roboty, tułasz się po świecie i dostajesz uścisk dłoni od organizatora. Nie masz swego rodzaju kaca angażując własne środki w wyjazdy, a do tego przecież jest dieta, treningi etc. Jakby powiedział słynny Pan Paprykarz – „Jak tu żyć Panie Premierze”?

Ja nigdy nie liczyłam na pieniądze. Poważnie. Każdy kto mnie zna potwierdzi, że jestem na tyle ambitna, że na wszystko pracuję sama. Wyjazdy, wszystkie potrzeby szły z mojej kieszeni. Sport trenuję dla samej siebie i może ktoś powie, że to pewna utopia, ale robię to dla pewnej chwały. Nie użalam się nad sobą i wiem czego chcę.

A czego chcesz?

Chcę wygrywać, chcę być najlepsza. Może to co powiem będzie tym razem nieskromne, ale chcę zapisać się w historii. Nie chcę po prostu urodzić się i umrzeć. Chcę zaistnieć na trwałe i choć czasem rekordy i osoby są wymazywane z tabel i historii, to ja już po części tam trafiłam. Już mi nikt tego nie zabierze. W Gnieźnie mogę śmiało powiedzieć o sobie, jako o jednym z bardziej utytułowanych sportowców i tu znów będę nieskromna, ale dlaczego mam myśleć i mówić inaczej?

To ja powiem Tobie coś jeszcze. Generowane przez Ciebie tzw „zasięgi” w mediach społecznościowych są tak niewiarygodne, że przebiłaś ostatnio nawet Start Gniezno! To duża sztuka w mieście, które żużlem żyje non stop. Nie przekłada się to w ogóle na zainteresowanie firm?

To miłe. A co do drugiej części pytania, to ja nie chodzę i nie pytam o pomoc. Kto ma zatem wiedzieć, że potrzeba na to takiej sumy pieniędzy. Teraz wyjątkowo poprosiłam o pomoc, bo przygotowania do Arnolda pochłonęły bardzo dużo środków. Już nie dałam rady. Wspomogły mnie dwie firmy – Jagoda Sam i Carbon. Pomogły mi, za co im dziękuję. A od lat w przygotowaniach wspiera mnie Spółdzielnia Dozór. Jest zawsze przy mnie, na tyle ile może. 

Z Twojego profilu na Facebooku można wiele wyczytać, ja zauważyłem, że sporo jest na nim wpisów motywacyjnych. Odczuwam, że dodajesz tym chyba sobie otuchy, dając przy okazji drogowskaz innym, którzy nie bardzo wiedzą jaką ścieżkę obrać.

To powiem tak. Gdy wróciłam ze Stanów, ludzie gratulowali mi i zobaczyli, jak można spełniać swoje marzenia. Są w szoku, że można tyle osiagnąć. Dałam im wiarę, że dążąc do czegoś, można to dostać. Jeżeli się tylko wie, czego chce. Jeśli ja mogę, to ktoś jest w stanie uwierzyć, że i on będzie potrafił dojść do podobnego miejsca. 

Kto jest Twoim największym kibicem? Masz takiego?

Moi podopieczni, którzy ze mną trenują. To co urządzili na przywitanie to jest szok. Szampany, konfetti, dużo by mówić. Oni żyją tym sportem. No i rodzina oczywiście. 

Karolina Koszela zaskoczy nas jeszcze w tym roku?

Zobaczymy. Jestem nietuzinkową osobą i to juz się okazało. Różne zwroty w swoim życiu miałam, więc kto wie.

Dziękuję za rozmowę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *