KOSZYKÓWKA TOP NEWS

Horror jakich mało! Trzy dogrywki z udziałem MKK

Nieprawdopodobne! Aż trzech dogrywek i prawie trzech godzin gry potrzebowano, by wyłonić zwycięzcę w meczu Sklepu Polskiego MKK i Tarnovii. Więcej zimnej krwi do końca zachowali goście i to oni cieszyli się po ostatniej syrenie.

W tym meczu nie było już miejsca na wpadkę. Koszykarze Sklepu Polskiego MKK musieli pokonać Tarnovię Tarnowo Podgórne, bo słabszych rywali trudno było sobie wymarzyć. Tarnowianie mając zaledwie jedną wyjazdową wygraną i na karku dodatkowo sromotną przegraną 25-punktami z gnieźnianami w pierwszym meczu, nic nie zrobili sobie z tych statystyk. Wygraną mieli na talerzu już w regulaminowym czasie, ale nie wykorzystali idealnej sytuacji w ostatnich sekundach meczu.

Ale po kolei. 

Zdekoncentrowani, nieskuteczni i bez pomysłu na grę. Tak zaczęliśmy ten mecz. Tarnovia dużo lepiej operowała piłką i szybko wyczuła, że gospodarze nie za bardzo wiedzieli jak ugryźć przyjezdnych. Spokojnie punktowała MKK i po kilku minutach na ławce gospodarzy już się gotowało od emocji. Szczęścia szukaliśmy więc w rzutach obwodowych. Szło też fatalnie, bo na 18 prób tylko Dariusz Dobrzycki potrafił trzykrotnie trafić. Reprymendy trenera Konowalskiego przyniosły skutek dopiero w II kwarcie. Gnieźnianie zaczęli grać dużo agresywniej, Tarnovia popełniała błędy i trybuny w końcu ożyły. Do przerwy w zasadzie wszystko było sprawą otwartą, bo goście prowadzili, ale tylko trzema punktami (35-32)

Po powrocie z szatni Tarnovia znów mogła wziąć głębszy oddech, bo „siedział” jej rzut za 3 punkty. Czterokrotnie potrafili ukarać w ten sposób Orły i ich przewaga na 2 min przed końcem III kwarty urosła do 14 oczek. Znów byliśmy nieskuteczni i mogło być po wszystkim, gdyby za linii 6.75 nie trafiał D.Dobrzycki (w sumie 10 trafionych prób). Gdy jednak na początku IV części na ławkę za pięć przewinień zszedł Michał Szydłowski, gospodarzom widmo porażki zaczęło zaglądać głęboko w oczy. Jakby na przekór tym przeciwnościom gnieźnianie potrafili wrzucić wyższy bieg i z mozołem gonili przeciwników. Nagrodę dostali na niecałe 5 minut przed końcem meczu, gdy po szybkiej kontrze punkty zdobył Daniel Kotwasiński i ławka graczy w żółtych strojach cała wybiegła na parkiet, bo objęliśmy pierwsze prowadzenie 73-72. Kibice żywiołowym dopingiem dodatkowo zrobili swoje i Tarnovia stanęła, jakby ktoś odciął jej zapłon. 

Końcówka to już scenariusz na dobrej klasy thriller. Walka trwała nie tylko na parkiecie, ale i na ławkach obu ekip. Było tak ostro, że za faule co chwilę zaczęli schodzić z boiska zawodnicy, a ręce wszystkim drżały tak samo. Pochwalić trzeba w tym momencie Szymona Budnikowskiego, który dwukrotnie wyblokował rzuty rywali i Piotra Leśniczaka, który dzielnie zastępował Szydłowskiego. Jednak tylko sami goście wiedzą jak nie wygrali tego meczu. 

W ostatnim kontrataku 2 na 1, mieli niemal pusty kosz przed sobą i równo z syreną spudłowali rzut. A więc… dogrywka! Pierwsza od niepamiętnych czasów w Gnieźnie. W niej gra wyglądała już tak, jakby jutra nie miało być, a na szali leżało jakieś trofeum. Punkty zdobywano z wielkim trudem, jednak znów to goście mieli piłkę meczową w ostatnich sekundach i znów nie wykorzystali tego prezentu. Druga dogrywka wyglądała podobnie. Gnieźnianie pudłowali z dystansu, jednak przytomna gra pod koszem rywali, pozwalała im nadrabiać to co stracili. Inna sprawa, że gdyby nie fatalna skuteczność z rzutów osobistych, to mogliśmy ten mecz wygrać dużo wcześniej. Skuteczność na poziomie 50% na tym poziomie nie przystaje. Gdy na tablicy pojawił się kolejny remis, trenerzy obu ekip zaczęli się pewnie zastanawiać, czy będzie komu za chwilę grać! 

Zmęczeni, w niepełnych składach rozpoczęliśmy trzecią dogrywkę, czyli siódmą część meczu od niecelnego rzutu Dobrzyckiego. Goście nie odpowiedzieli niczym, a za chwilę poprawił się kapitan Orłów, trafiając kolejną w tym meczu „trójkę”. Większym problemem było jednak za chwilę zejście następnego kluczowego zawodnika MKK Emila Raua. Na parkiecie zostało już większość zmienników, a do końca jeszcze prawie 4 minuty. I zaczęły się kłopoty. Goście dwukrotnie trafili z pola, gnieźnianie szukali na parkiecie już tylko Dobrzyckiego, a punktów od tego nie przybywało. Oba zespoły były już wyraźnie zmęczone, jednak to przyjezdni mieli więcej pomysłu na ostatnie fragmenty. Gdy na minutę przed końcem mieli 5-punktową przewagę wiadomo było, że potrzebny jest jakiś nadzwyczajny zryw. Desperacko próbował wchodzić pod kosz co rusz Daniel Kotwasiński, jednak większość ataków kończyła się nieskutecznie. Jeszcze z niemal 8 metrów trafił Dobrzycki, ale był już to „łabędzi śpiew”. Tarnovia resztkami sił, dowiozła sukces do końca, notując drugą wyjazdową wygraną. A gnieźnianom w walce o play-off pozostaje już tylko liczyć na cud.

Sklep Polski MKK – Tarnovia 103-109 (11-17, 21-18, 23-29, 24-15, 7-7, 9-9, 8-14)

Sklep Polski MKK: Dobrzycki 38 (10/23), Rau 15, Kotwasiński 14, Szydłowski 12, Sobkowiak i Budnikowski 9, Leśniczak 6, 

Tarnovia: Janowski 30 (6/16), Gubernat 23, Sroczyński 19, Pawełczyk i Eichert 7, Taisner i Krawiec 6, Kozłowski 5, Bartkowski i Mowlik 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *