PIŁKA RĘCZNA TOP NEWS

K. Hanuszczak: “Bardzo mnie dziwi, że byliśmy aż tak naładowani”

W sobotę piłkarze ręczni Szczypiorniaka Gniezno przełamali złą passę i pokonali na domowym parkiecie ekipę Borowiaka Czersk 35:22. U “Wilków” widoczna była ogromna mobilizacja i determinacja, by powiększyć swój dotychczasowy dorobek punktowy. 

Gnieźnianie rewelacyjnie spisali się szczególnie w pierwszej połowie, w której rzucili aż 25 bramek. Czuć było niesamowite naładowanie, co przekładało się na skuteczność rzutową. – Najważniejsze jest to, że mamy trzy punkty i przełamaliśmy niemoc kilku porażek z rzędu. Bardzo mnie dziwi, że byliśmy aż tak naładowani. Przed wyjściem na boisko starałem się rozluźnić atmosferę. Opowiedziałem nawet kawał, żeby troszeczkę zdjąć presję z zawodników. Widocznie to zadziałało. Może teraz będę musiał się nauczyć nieco więcej dowcipów, żeby opowiadać przed każdym meczem – powiedział Kamil Hanuszczak, trener “Wilków”.

Czasami zdarzało się tak, że 25 trafień gnieźnianie mieli na swoim koncie po 60 minutach. W sobotę pachniało jakimś rekordem, ale ostatecznie on nie padł, bo w drugiej partii gospodarze spuścili z tonu. – W niektórych meczach rzuciliśmy 25 bramek przez 60 minut. Fajnie nam się to udawało. Dochodziliśmy do sytuacji rzutowych i oddawaliśmy celne rzuty. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo dobra. Zarówno w obronie, jak i w ataku. Do drugiej połowy mógłbym mieć troszkę zastrzeżeń, głównie ze względu na skuteczność i duży chaos, przede wszystkim w ataku. W obronie to jeszcze jakoś wyglądało. Wiadomo, że będziemy popełniać błędy, bo każdy je popełnia. W ataku było jednak za dużo chaosu i to jest do poprawy – dodał Hanuszczak.

Przy okazji pojedynku z Borowiakiem szansę pokazania swoich umiejętności otrzymali zawodnicy, którzy rzadko występują na drugoligowych parkietach. Jak się spisali? – Wypadli bardzo dobrze. Według mnie, Marcin Biniecki rzucił bardzo ładną bramkę. Wyciągnął nadgarstkiem piłkę z ziemi do góry i rzucił chyba po oknie. Adam Kniaź też zanotował kilka trafień, do tego Marcin Grzelak. Na pewno trzeba być zadowolonym z tego wszystkiego. Mam nadzieję, że w końcu Damian Stempuchowski się przełamie i uwierzy w swoje umiejętności. Chłopak ma prawie dwa metry, siłę w rękach i na treningach niesamowicie sypie bramki. W meczu ciężko mu się przełamać. Staram się dawać mu jak najwięcej minut, by w końcu zaczął trafiać. W przyszłości będzie on stanowił o sile tego zespołu, dlatego trzeba go ogrywać – podsumował szkoleniowiec Szczypiorniaka Gniezno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *