KOSZYKÓWKA NEWS TOP NEWS

I znów przeklęta ostatnia kwarta. MKK przegrywa z AZS

Bez pomysłu, a do tego szalenie nieskutecznie zagrali dziś we własnej hali z AZS UMK PBDI koszykarze Sklepu Polskiego MKK. Mimo to przez 3 kwarty wydawało się, że w końcu coś drgnie i gnieźnianie przechylą szalę na swoją stronę i połkną torunian. Goście potrafili jednak zrewanżować się Orłom za porażkę u siebie trzy miesiące wcześniej i wygrali 78-59. Kibice, którzy czekali na domowy mecz MKK ponad miesiąc, musieli przełknąć gorzką pigułkę.

Nie mam zamiaru pastwić się nad gnieźnianami, że zagrali słaby mecz, bo trapi ich ostatnio wyjątkowo dużo problemów. O kontuzjach nie ma co już pisać, bo poświęciliśmy temu dużo miejsca. Do tego doszły ostatnio inne problemy zdrowotne i przepis na kłopoty mamy gotowy. Dziś do gry wróciło wprawdzie kilku graczy, ale ich forma daleka była od wysokiej. Wracający po chorobie Emil Rau Daniel Kotwasiński po operacji wyrostka, czy wreszcie po długiej nieobecności Szymon Budnikowski mieli może sporo chęci do gry, ale już sportowych argumentów niewiele. 

To spotkanie można i trzeba było wygrać w normalnych okolicznościach w przysłowiowych cuglach. Rywal nic wielkiego dziś nic nie zaprezentował i momentami wyglądał tak, jakby nie chciał robić zbyt wielkiej krzywdy gospodarzom. Mylił się seriami, tracił w łatwy sposób przewagę, ale MKK wszystko co mógł zrobić, to odpowiadać pojedynczymi seriami na zaczepki AZS-u. O potężnej serii z automatu nie było dziś mowy, bo amunicji w magazynkach gnieźnian było niewiele. Skuteczność na poziomie 30%, prawie 30 strat i zaledwie co drugi trafiony rzut osobisty, to statystyki od których musiało skoczyć do góry ciśnienie trenera Konowalskiego.

Wynik może być jednak mylący, bo Orły mimo wszystkich przeciwności losu długo trzymały się dzielnie prowadząc momentami kilkoma oczkami. Żadna z ekip nie miała pomysłu i możliwości by uciec rywalowi, więc na tablicy co chwilę pojawiał się remis. Szósty sportowiec Gniezna w zakończonym dzień wcześniej plebiscycie „Orły Gnieźnieńskiego Sportu” Michał Szydłowski jeśli już pudłował spod kosza, to potrafił przymierzyć z dystansu za „3”. Marek Sobkowiak nie miał sobie równych szczególnie pod swoją tablicą, a gdy pierwsze punkty padły łupem Szymona Budnikowskiego wydawało się, że MKK w każdej chwili jest w stanie rozpętać burzę. Znów jednak za dużo było strat, za dużo niepewności na linii rzutów osobistych i mimo, że w pewnym momencie drugiej kwarty prowadziliśmy pięcioma punktami (35-30), to mimo wszystko miało się wrażenie, że zdobywanie punktów przychodziło miejscowym z trudem. 

I znów jak przed tygodniem, gdy MKK zawalił ostatnią kwartę, finałowe 10 minut okazało się przekleństwem gospodarzy. Po rzucie za „3” punkty Darka Dobrzyckiego po niespełna dwóch minutach gry, na kolejną zdobycz przyszło nam czekać do ostatnich sekund kwarty! Na 53 sek. Przed końcem byliśmy w stanie zdobyć punkty z linii rzutów osobistych, a wtedy było już po wszystkim. Torunianie zagrali ten fragment koncertowo i wygrali ostatnią kwartę 24-7, a cały mecz 78-59.

Szansa na rehabilitację dla gnieźnian już za tydzień. Rywalem będzie Ogniwo Polbit Szczecin

Sklep Polski MKK Gniezno – AZS UMK PBDI Toruń 59-78 (23-23, 13-14, 16-17, 7-24)

Punkty dla MKK: M.Szydłowski i E.Rau 12, D.Dobrzycki 11, M.Sobkowiak 8, D.Kotwasiński 5, D.Wietrzyński i F.Andrzejewski 3, E.Chmielewski i Sz.Budnikowski 2

Punkty dla AZS: M.Ratajczak 21, R.Plebanek 16, Z.Malinowski 14, K.Maćkiewicz 9, I.Grochowski 7, A.Lisewski 5, K.Lambarski 3, J.Sowa 2, J.Dusza 1

fot. Foto Intro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *