PIŁKA NOŻNA TOP NEWS

Najemnicy czy buntownicy? „Przydupasy Frąckowiaka” grzmią kibice!

„Zwykli kopacze”, „Przydupasy Frąckowiaka”, „H… z nimi!”, „Jak szczury”, „Najemnicy”. To tylko niektóre „łatki” jakie kibice przypięli tym, którzy zdecydowali się opuścić biało-niebieski pokład. Jedni wylewają frustrację, inni mówią, że żaden klub nie potrzebuje zawodników, których adres zamieszkania często jest wiele kilometrów od Gniezna, a oni nie utożsamiają się z klubem. A co jeśli jest inaczej? Jak oni sami odbierają ten hejt? Uderzają w nich te epitety, czy nic sobie z tego nie robią?

Jeśli przyszłoby nam wybierać najpopularniejsze słowo ostatnich tygodni, szczególnie wśród kibiców futbolu naszego portalu, to byłoby nim hasło – NAJEMNIK. Dlaczego? Sympatycy Mieszka podzielili się w ostatnim czasie, na tych, którzy dezerterujących zawodników biało-niebieskich nazywają właśnie najemnikami i tych, którzy rozumieją ich sytuację i chęć zmiany otoczenia. Komentujących ostatnie wydarzenia na naszym społecznościowym profilu było tak wielu, że nie chcieliśmy tej sytuacji pozostawić bez reakcji i spytaliśmy samych piłkarzy, czy czują się urażeni. A może to zwykły bunt, bo klub wykonał kilka ruchów, które nie spodobały się tym, którzy w szatni mieli największe poważanie?

Zaczęliśmy od kapitana drużyny Michała Steinke. Jak przyznał, z uwagę śledzi każdą dyskusję, która toczy się wokół klubu na Facebooku i nie inaczej było tym razem. Zauważył wiele wpisów uderzających między innymi w niego, stąd jak nam dziś przyznał, nie ma oporów by jeszcze raz odnieść się do mocnych słów sympatyków klubu ze Strumykowej. Nie czuje się kimś, kto nie ma zasad.

Śmieszy mnie to, co czytam, bo wychodzi na to, że przyjechaliśmy tutaj się dorobić i kasujemy niebotyczne sumy. Jeżeli ktoś nazywa mnie najemnikiem, bo dostaję np. 2 tys. złz klubu i poświęcam masę własnego czasu w tygodniu i weekendy to nie skomentuję tego. Ludzie rzucają kwotami, myślą, że my bawimy się na treningach i spotykamy raz w tygodniu przed meczem. Tak nie jest. Każdy ma rodzinę, często pracę dodatkową i wolny czas poświęca dla gry w tym klubie. I chcemy dla niego jak najlepiej i nim żyjemy. Kibice dziś niewiele wiedzą. Nie ma znaczenia to, czy Dawid Frąckowiak w klubie jest, czy go nie ma. On nam żadnego pistoletu do głowy nie przystawił i nie odciągał nas od drużyny. Nie jesteśmy do nikogo przywiązani, tylko podejmujemy decyzje w oparciu o to co się dzieje wokół nas. Podkreślam. Nigdy nie czułem się i nie byłem najemnikiem, bo nie mieliśmy tutaj gwiazdorskich kontraktów – podkreśla stanowczo Steinke.

Tyle charyzmatyczny – były już kapitan zespołu. Przejdźmy do kolejnej postaci – Tomka Bzdęgi. Bramkostrzelnemu napastnikowi też nie umknęły komentarze i przyznaje, że czuje się urażony niektórymi epitetami. Przypomina jednocześnie kibicom, ile on i jego koledzy zrobili dla klubu z Pierwszej Stolicy. – Nie to chcielibyśmy usłyszeć. Zrobiliśmy wyjątkowo dużo jako zespół dla tego klubu, wyciągając go nie powiem z czego. Czy kiedykolwiek tyle mówiło się w Polsce o Mieszku? Nie wydaje mi się. Dlatego jeśli już cokolwiek powinniśmy usłyszeć, to słowo – dziękuję. Nie chodzi tutaj o żadną sytuację, która miała miejsce z Dawidem Frąckowiakiem. Więcej nie powiem.

I znów pojawia się wątek Frąckowiaka i trzeba przyznać, że brzmi on dosyć wiarygodnie biorąc pod uwagę, że żaden z zawodników rzeczywiście nie poszedł do poznańskiej Warty, gdzie wylądował były już dyrektor klubu. I można polemizować, czy chcieli, a nikt nie widział ich w pierwszoligowych realiach, czy sami nie czują się na siłach, by przeskoczyć o dwa szczeble wyżej. Teorii tutaj może być wiele. 

Ostatni z kluczowych „uciekinierów” to skrzydłowy Marcin Trojanowski. I on żałuje odejścia. Żałuje też, że niektórzy odbierają ostatnie kadrowe ruchy w ten sposób. – Skoro już ktoś chce nazywać nas najemnikami to jedna rzecz zupełnie się tutaj nie zgadza. Ponoć sytuacja klubu ma być wyjątkowo dobra na wiosnę i z pieniędzmi nie ma być problemu. Czyli jak to się ma? Nie chodzi o żadne pieniądze, nie chodzi też wbrew pozorom o dyrektora. To jest dużo bardziej skomplikowane. Jeśli ktoś nie zna sytuacji, mnie osobiście nie zna, to niech sobie mówi o mnie i o nas jako o najemnikach, ale nie publicznie. Nie chcę być odbierany w Gnieźnie w taki sposób, bo starałem się jak mogłem. Dobrze się czułem tutaj po przeprowadzce, urodziło nam się tutaj dziecko, więc złego słowa nie mogę powiedzieć o tym co mnie spotkało – kwituje “Trojan”

Zasypać taki krater po odejściu tej trójki zawodników z pewnością nie będzie łatwo, jednak teraz wszystko co możemy zrobić, to trzymać kciuki, by zarządowi klubu udało się „posklejać” pozostałe elementy układanki. Ponoć nowe transfery są już za rogiem, ponoć jest szansa na pozyskanie równie interesujących piłkarzy, którzy stworzą ciekawe widowiska na wiosnę i powalczą o awans. Czekamy. Wierzymy. Ściskamy kciuki. Musi być dobrze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *