TOP NEWS ŻUŻEL

Transferowa karuzela rozkręciła się na całego

Rozpoczęło się prawdziwe transferowe szaleństwo na żużlowym rynku. Mimo, że okienko jeszcze nie zostało otwarte, w każdym niemal klubie trwają gorączkowe rozmowy z zawodnikami, przymiarki i sondowanie całego rynku. Polowanie m.in. na lidera trwa także w Gnieźnie! W tle jest jednak szereg przeróżnych dylematów. Jak zwykle zresztą.

Niektórzy mówią wprost – okres transferowy jest nie mniej ciekawy jak cała ligowa rywalizacja. Nie ma się co dziwić, bo adrenalina od przecieków i plotek potrafi kibicom skutecznie podnieść ciśnienie, a nawet zawrócić w głowie. Tym wrażliwym radzimy więc uważać, bo oto najbliższe dwa tygodnie mogą być i zapewne będą kluczowe dla układu sił w przyszłorocznych rozgrywkach ligowych, a ilość haseł „info 100% pewne”, czy „widziałem busa zawodnika w parkingu” będą nam regularnie serwowane.

Lider zamiast Startu II?

Pewne jest, że najważniejsze decyzje zapadną, zanim jeszcze będzie można oficjalnie usiąść do negocjacyjnego stołu. Nikt do 1 listopada nie ma zamiaru czekać, bo wtedy będzie w wielu przypadkach “po herbacie”. Zaledwie dwutygodniowe okienko transferowe, znów będzie głównie służyć do tego, by ogłosić oficjalne decyzje.

W Gnieźnie jest nie inaczej i najbliższe dni mogą okazać się kluczowe w kwestii wzmocnień na przyszły sezon. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w klubie trwają gorączkowe rozmowy i prawdziwa burza mózgów, na kogo postawić i komu zaufać. Kto może być liderem z krwi i kości, a kogo co najwyżej stać by straszyć nazwiskiem. Na jednej szali są tutaj niezmiennie sportowe oczekiwania, a na drugiej – finansowe możliwości. Te na szczęście mają dużo solidniejszy fundament niż jeszcze niedawno, choć i tak dylemat w klubie jest jeden. Wyciągać znacznie w górę płacowy komin i ściągać lidera z prawdziwego zdarzenia, czy spróbować postawić na kogoś perspektywicznego kto może okazać się rewelacją. A do tego przecież mamy nosa. Z drugiej strony żużel to już biznes i tak powinno się go postrzegać. Chcąc czerpać korzyści, trzeba czasem ryzykować i liczyć na udaną stopę zwrotu z inwestycji. A już patrząc całkiem realnie, to najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym do drużyny dołączy solidnej klasy zawodnik, ALE jeśli upadnie pomysł wystawienia do rozgrywek ligowych drugiej drużyny, o której pisaliśmy TUTAJ

Młodzież w ofensywie

Poszukiwania lidera to jeden ból głowy, innym są oczekiwania pozostałych żużlowców, którzy mają za sobą bardzo udany sezon. Żądania finansowe niektórych reprezentantów Startu wzrosły według naszego informatora aż o 40-50% i nie ma się tu czemu dziwić. Każdy kto dobrze wykonał swoją robotę chce podwyżki, jednak ponoć pierwsi w kolejce ustawili się… juniorzy. Widząc posuchę na rynku i popyt ze strony prezesów większości klubów zwietrzyli szansę, by licytować się ostro. A nawet bardzo ostro. Jednak będąc szczerym to mają do tego prawo, bo czerwono-czarni to w końcu piąty team juniorski w Polsce i najlepszy z pierwszoligowego towarzystwa. A w przyszłym roku kto wie, czy nie zrobi on jeszcze większego postępu? Pytanie, o jakiej skali podwyżki mówimy. Jeśli prawdą jest to co wyciekło z klubowych pomieszczeń, to spirala żądań jest absurdalna do kwadratu.

Na dziś zatrzymanie wszystkich młodzieżowców wydaje się więc szalenie trudnym, ale nie niemożliwym scenariuszem. Tylko jak tu licytować się np. z ekstraligowym towarzystwem? Na Bogdanowicza chrapkę mają w Grudziądzu, Krakowiak także jest łakomym kąskiem i to dla wielu drużyn, więc z dużą doza prawdopodobieństwa można założyć, że w Gnieźnie w przyszłym roku ujrzymy co najwyżej jednego z nich. Chyba, że kalkulacje wezmą górę i zamiast „ekstraligowych” mocno problematycznych apanaży, które trzeba podnieść z toru, zdecydują się na pewniejszy „pierwszoligowy” zarobek (nie biorę pod uwagę kwoty za podpis, a jedynie tzw. punktówkę)

Halo, czy tu Start? 

Mimo wielu dylematów i „konsekwencji” udanego sezonu, są i przyjemne strony tej sytuacji. Klub z Gniezna zrobił duży sportowy krok, ale jeszcze większe wrażenie robi ustabilizowanie finansowej dyspozycji i cała marketingowa otoczka wokół Startu. Nie pozostało to bez echa, bo w małym środowisku żużlowym widzą to jak na dłoni zawodnicy, więc zarówno złe newsy (czytaj – niewypłacalność) jak i te dobre, niosą się równie szybko. Efekt? Do sekretariatu non stop spływają oferty zawodników z innych ośrodków, a co ciekawe w ostatnich dniach jak udało nam się dowiedzieć, o angaż w Pierwszej Stolicy zaczęli dopytywać się nawet topowi zawodnicy. Stawki są na razie z gatunku zaporowych, ale jak zwykle to tyko preludium do prawdziwych negocjacji. Kto kupi historię o wiarygodności klubu (co jest akurat prawdą, o czym wypowiadali się ostatnio w rozmowie z nami i zawodnicy i mechanicy z Gniezna) i skusi się na regularne wypłaty, może być pewnym, że skarbnik nie przestanie w pewnej chwili odbierać telefonu, co nie jest rzadkością w innych miastach. Przed tym najtrudniejszym dylematem stoją więc zarówno żużlowcy jak i działacze. Oni z kolei muszą sobie sami odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie – kogo obietnice o przyszłorocznej nadzwyczajnej formie kupić, a które historie wyrzucić do kosza.

Na razie priorytetem było zatrzymanie podstawowych zawodników z tegorocznego składu i jak juz wiemy – udało się ich namówić na kolejny rok startów. A co do seniorów, to wiemy też co nieco o koncepcji „ilościowej” składu na kolejny rok. Według naszych informacji nie będzie budowania szerokiej kadry, a ma być ona oparta tylko na sześciu seniorach. Ktoś powie – ryzyko? Owszem, jednak tłok w drużynie zawsze powoduje nieporozumienia i niezadowolenie, a tego jak ognia chce uniknąć Rafael Wojciechowski. Tak mozolnie budowana, mityczna już wręcz „atmosfera w zespole” ma być nadal podtrzymywana i temu ma służyć właśnie węższa kadra. Trzeba będzie już „tylko” liczyć na brak kontuzji i równą formę tych, na których działacze postawią, a jeden i drugi sukces murowany.

Happy-end po gnieźnieńsku

Pokuszę się o jedno stwierdzenie – 1. Liga będzie w przyszłym roku jedną z najciekawszych w historii rozgrywek, o ile nie najciekawszą! Już dziś aspiracje ekstraligowe wygłasza kilka klubów i niewykluczone, że o „ziemię obiecaną” walczyć będzie nawet sześć ośrodków. Co to oznacza? Ano to, że o ile okres transferowy w najsilniejszej lidze świata nie zapowiada sensacyjnych ruchów, to już na jej zapleczu możemy być świadkami wielu kadrowych roszad i zwrotów akcji. Oby ten scenariusz, który za chwilę napisze życie, miał swój szczęśliwy dla nas epilog. Coś w stylu happy-endu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *