NEWS PIŁKA RĘCZNA

Trener MKS PR Urbis ma jeden ból głowy przed nowym sezonem

Ci, którzy czekali z utęsknieniem na początek nowego sezonu w wykonaniu piłkarek ręcznych MKS PR Urbis, mogą głęboko odetchnąć. Rozgrywki startują już w najbliższy weekend. Trener gnieźnianek chce “spokojnego grania”, ma jednak mały ból głowy przed inauguracją. 

Po najlepszym w historii sezonie, w którym byliśmy rewelacją zaplecza Superligi, MKS czeka nowe wyzwanie, a nawet dwa. Gnieźnianki zapewne będą chciały potwierdzić, że wspięły się poziom wyżej i spróbować utrzymać status drużyny z „czuba” tabeli. Trenerzy tonują jednak huraoptymistyczne nastroje i mówią raczej o „stabilizacji”, niż o ataku na najwyższą klasę rozgrywek. Trzeba bowiem pamiętać, że cały czas mamy jeden z najmłodszych zespołów w lidze, który ciągle się rozwija.

Przede wszystkim mam nadzieję, że nasze dziewczęta okrzepły, że będziemy już zrównoważonym zespołem walczącym spokojnie o środek tabeli, a co będzie wyżej to tylko na plus – mówi w rozmowie ze SportowymGnieznem trener Robert Popek.

Drużyna MKS-u zakończyła już intensywne kilkutygodniowe przygotowanie startowe. Dziewczyny miały rozpisane treningi biegowe, wcześniej wylewały tez siódme poty na obozie w Zbąszyniu, gdzie ćwiczyły siłę i wytrzymałość. Cel to zwiększenie szybkości i dynamiki gry. – Dziewczyny zapewniam mocno trenowały i robiliśmy wszystko, żeby naszą grę jeszcze przyspieszyć. W minionym sezonie był juz spory progres, teraz chcemy wykonać kolejny krok – dodaje Popek.

A mają w tym pomóc nowe-stare zawodniczki, które wracają do gry, oraz jedna rodowita gnieźnianka, która przychodzi z Superligi! – Ubyły nam Marta Wojtkowiak i Kasia Nowak, które nie podjęły treningów, wróciły za to Ewa Nowicka i Monika Łęgowska,  doszła też rodowita gnieźnianka Jagoda Linkowska grająca w superligowym klubie z Kobierzyc. Będziemy mieli pociechę z wszystkich dziewczyn, a już szczególnie dwie „lewe ręce”, czyli Nowicka i Łęgowska, których nam bardzo brakowało. Musieliśmy się sporo napocić w minionym sezonie, grając z Martą Wojtkowiak, nominalną skrzydłową na rozegraniu. Mamy w tej sytuacji większy wybór ustawień taktycznych i większe możliwości. Na inne transfery nie było nas stać. Gramy na razie głównie własnymi dziewczynami, bo chcemy bazować na wychowankach, a jeżeli dojrzejemy do walki o Superligę wtedy pomyślimy o poważnych wzmocnieniach.

Przed MKS-em także wyzwanie innego kalibru – gra w nowej hali, o zupełnie innych parametrach. Kiedy własny parkiet będzie prawdziwym atutem gnieźnianek tego na razie nie wiadomo. Dla całego zespołu początek w nowym anturażu, będzie niczym wyprawa na Marsa. – To będzie zupełnie inne granie dla nas. Hala ma inne wymiary, boisko ma inne wymiary, rzutowo będzie to wyglądać zupełnie inaczej. Na razie nasza gra w tym budynku wyglądać będzie jakbyśmy grali na wyjeździe. Tego się właśnie trochę boję, bo wiem ile trwa, żeby się wstrzelić i „obyć” z halą. Do tej pory nasze skrzydłowe mogły się niemal odbijać od ściany i kiedyś mogło nas to śmieszyć, ale teraz już nie. Pusta przestrzeń, która będzie na nowej hali powoduje zupełnie inne odczucia u snajperek i często na początku dziewczyny będą pudłować, nie mam co do tego wątpliwości. Ale jestem pewien, że jak już ten okres minie, będziemy tworzyć zupełnie inne widowiska – kończy trener naszych szczypiornistek.

Pierwszy mecz MKS-u w Kwidzynie już w tą sobotę, w niedzielę 23 września inauguracja nowego sezonu w Gnieźnie z Karczewem. I to na nowej hali! Obecność w tym meczu obowiązkowa!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *