TOP NEWS WYDARZENIE

Nie tak miało być. Show z dramatycznymi wydarzeniami w tle. 

Rozbity samochód, uszkodzona banda, wizyta w szpitalu jednego z kaskaderów. Bilans wczorajszego festiwalu sportów ekstremalnych na stadionie przy Wrzesińskiej może nie jest ekstremalny, ale z pewnością mało satysfakcjonujący organizatorów. To cud, że skończyło się tylko na materialnych stratach i nikomu nic poważnego się nie stało.

Sky Fighters Moto Gang dali wczoraj w Gnieźnie prawie dwugodzinne show. Emocji pozasportowych było jednak dużo więcej i to nie takich, które można było oczekiwać. Najpierw obrażeń doznał jeden z kaskaderów, który tak niefortunnie wylądował tuż za rampą, że zawody zakończył w karetce. Nie wyglądało to najlepiej, bo prócz zakrwawionej głowy, czeski sportowiec według nieoficjalnych informacji uskarżał się też na ból w klatce piersiowej. Ostatecznie jak udało nam się dziś ustalić, skończyło się na złamanej kostce, a szczegółowe badania w szpitalu wykluczyły jakiekolwiek wewnętrzne obrażenia.

Kulminacja pecha nastąpiła tuż po zakończeniu imprezy. Gdy większość widzów była już poza bramami stadionu, kaskaderzy postanowili „sprawdzić” jeszcze nawierzchnię gnieźnieńskiego toru. Jeden z nich ewidentnie stracił panowanie nad pojazdem i z impetem uderzył w bandę na drugim łuku. Auto wywróciło się na dach i w pewnej chwili pojawiły się nawet płomienie. W tym wypadku kierowca na szczęście nie ucierpiał, w odróżnieniu od bandy, która straciła dwa przęsła. – Od jutra zajmiemy się tym tematem. Na pewno wezwiemy rzeczoznawcę, który oszacuje skalę wyrządzonych szkód. Na pewno uszkodzone zostały dwa panele bandy, ale musimy sprawdzić w jakim stanie są dmuchane elementy, bo tego na razie nie byliśmy w stanie zweryfikować. Dopiero wtedy będziemy mogli precyzyjnie określić, ile wszystko będzie kosztować. Całość oczywiście pójdzie z kieszeni organizatora, a dokładniej z jego polisy OC – tłumaczy nam menedżer Startu Rafael Wojciechowski

A co na to sam organizator? Na razie milczy. Natomiast główny aktor show – Artur Puzio z którym dziś rozmawialiśmy telefonicznie, nie chciał szerzej komentować zaistniałych sytuacji. – Zdarzyło się i jest nam przykro. Ponieśliśmy spore straty z tytułu tej imprezy, ale najważniejsze, że nikomu nic się nie stało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *