FITNESS/KULTURYSTYKA TOP NEWS

Szymon Kuliński: “Od zawsze mierzyłem wysoko”

Niedawno z Mysłowic dobiegła do nas fantastyczna wiadomość – gnieźnianin Szymon Kuliński został Mistrzem Polski w kulturystyce klasycznej! O tym, jak przezwyciężył kontuzję, jakie ma plany na przyszłość i jak uzyskać odpowiedni dla kulturystów kolor skóry rozmawiał Patryk Chyła.

Patryk Chyła, sportowegniezno.pl: Jak zaczęła się Twoja przygoda z kulturystyką?

Szymon Kuliński, mistrz Polski w kulturystyce: Od młodych lat, tak właściwie już od podstawówki trenowałem koszykówkę. Od wieku młodzika do kadeta seniora, przez 8 lat. Tam właśnie zaczęło się chodzenie na siłownię, jako że wszyscy byli wyżsi i ciężsi. Później przygoda z koszykówką się skończyła, a zaczęła się ze sztukami walki. Tym bardziej wtedy musiałem chodzić na siłownię, żeby wzmocnić się siłowo i po pewnym czasie, po dwóch latach MMA grupa się rozpadła. Została już tylko siłownia, praca nad sylwetką i swoim ciałem. Zawsze robiłem to tylko dla siebie, z własnej inicjatywy, było to dla mnie odstresowanie od pracy i dnia codziennego. Rok temu ze znajomym wpadliśmy na pomysł wystartowania w zawodach kulturysycznych. Uznaliśmy, że to już ten czas, w którym jesteśmy na tyle mocni, żeby spróbować swoich sił w zawodach. Chcieliśmy się zaprezentować na scenie i od tamtego roku ta maszyna ruszyła. Tak się w to wkręciłem, że zawody stały się dla mnie codziennością. Teraz już żyję cyklem od jednego okresu przygotowawczego do kolejnego.

PC: Jest różnica w treningu między zwykłym bodybuildingiem a przygotowaniem do zawodów kulturystycznych?

SK: Jest na pewno. Robiąc to dla samego siebie robi się to z większym luzem, bez większej determinacji, bez prawdziwego reżimu, który ma się przygotowując do zawodów. Jest to próba determinacji i prawdziwego charakteru. Wiadomo, że zdarzają się święta, bożonarodzeniowe czy wielkanocne, są jakieś urodziny i inne imprezy. Niedawno miałem wesele przyjaciela, na które musiałem przyjść z własnymi pojemnikami z jedzeniem. Prawie nikt o tym nie wiedział, ale nie mogłem zjeść żadnego ciastka czy mięsa ze stołu, ponieważ wszystko musiałem mieć wyważone i przygotowane przez samego siebie, dlatego kulturystyka na pewno wiąże się z dużymi wyrzeczeniami. Gdy robi się dla samego siebie ten bodybuilding, to te wydarzenia są okazjami do takiego wyluzowania, można odpocząć od tego cyklu. Dla kogoś, kto przygotowuje się do zawodów musi to być styl życia.

PC: A skoro zahaczyliśmy już o odżywianie, to jakich produktów należy unikać, a jakie są polecane?

SK: Na pewno powinno się omijać produkty przetworzone. W diecie powinny być zawarte produkty pełnowartościowe, jak najmniej przetworzone, które pochodzą z jak najmniejszego przemiału. Każda obróbka, każda przemiana żywienia zmniejsza wartość odżywczą pożywienia i zdrowiej jest zjeść np. płatki owsiane czy kaszę jaglaną niż zwykły chleb czy nawet chleb ciemny, pełnoziarnisty. Zawsze te płatki, kasza czy ryż będą zdrowsze. Także mięso czy ryba w całości jest też lepszym produktem niż szynka czy przetwory mięsne. Trzeba starać się najbardziej omijać produkty przetworzone, a włączać do swojej diety te z pierwszej ręki.

PC: Przejdźmy teraz może do zawodów. Pokazy konkursowe wyglądają naprawdę imponująco, ale co tak właściwie jest podczas nich oceniane?

SK: Są różne kategorie kulturystyki – jest fitness, jest też klasyczna, w której się specjalizuję. Każda ma inny sposób oceny. W kulturystyce klasycznej układ dowolny powinien pokazywać klasyczne podejście do kulturystyki, żeby ten układ był swego rodzaju dziełem. Wszystko musi być skoordynowane, muzyka musi być zsynchronizowana z ruchami, napięciami mięśni, powinna nadawać nastrój.

PC: Czyli można powiedzieć, że kulturystyka klasyczna zawiera w sobie elementy gry aktorskiej?

SK: Tak, jak najbardziej, szczególnie układ dowolny. Wzoruje się też na bardziej amerykańskich przykładach. Choćby w zawodach Arnolda Schwarzeneggera, Mister Olympia mamy taką kategorię “Mens Physique”. Gdy ogląda się układy dowolne tamtych zawodników widać dzieło sztuki. Każda zmiana tonu muzyki synchronizuje z napięciami mięśniowymi, to wszystko na scenie jest spójne.

PC: Czym zawodnicy smarują się do zawodów, jakich preparatów używają?

SK: Zazwyczaj są to brązery do skóry. Jest podkład, który smaruje się dzień prędzej, na wieczór. Na początku całkowicie depiluje się skórę, następnie peeling, skóra musi być wysuszona, żeby dobrze wpajała brązer, który nie może ściekać ze skóry, tylko ją wsiąknąć. Są oczywiście różne podejścia do tego, ja akurat smaruję się dzień prędzej brązerem, tradycyjnie – wałkiem malarskim. <śmiech> Jest podkład, smaruję wałkiem całe ciało i tak śpię. Zazwyczaj muszę mieć wtedy własną pościel i poduszkę, bo tego się już potem nie da zmyć. Na drugi dzień smaruję się brązerem, to są preparaty chemiczne, dlatego staram się od razu po zawodach używać peelingu, żeby to zmyć, bo nie wpływa to dobrze na skórę. Jest to jednak wymagane na zawodach, przygotowanie skóry i jej kolor również jest przez sędziów oceniany.

PC: Jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych. To pomaga znaleźć sponsorów?

SK: Staram się. Jest to drogi sport, bardzo wymagający finansowo. Często padają w moją stronę pytania o to, ile wydaję na dietę. Zawsze porównuję to do normalnego trybu życia. Załóżmy, że ktoś jeden posiłek kupi w sklepie, jeden zje w domu, kolejne przygotuje, dwa razy w tygodniu zje na mieście… Gdyby podliczyć te sumy, to te sumy nie są o wiele większe. Wprawdzie muszę kupować wiele drogich produktów, takich jak świeża wołowina, ryby, inne mięso, ale patrząc też pod względem węglowodanów i tłuszczy na takie produkty jak kasza, ryż, makaron czy ziemniaki to nie jest aż tak mocno obciążający nasz portfel. Jeśli mówimy o suplementacji to trzeba liczyć stałą, dość wysoką miesięczną kwotę na produkty żywnościowe, do tego przed zawodami są potrzebne brązery, kosztuje też wyjazd, dojazd, wpisowe na zawody, noclegi, także gdy te kwoty się skumulują to trzeba się spiąć, żeby też jednocześnie pracować i trenować. Każdym sposobem szukam tych sponsorów, staram się być aktywny w mediach. Niedługo będę się przebranżowiał na trenera personalnego, próbuję tym też zyskać jakąś aprobatę mieszkańców Gniezna, żeby widzieli, że mam doświadczenie i wiedzę na ten temat. Jeśli będą szukali pomocy do budowania sylwetki, do pracy nad samym sobą to chcę, żeby wiedzieli gdzie mogą się zgłosić.

PC: No właśnie, mimo bardzo młodego wieku, bo zaledwie 24 lat i roku w kulturystyce masz już doświadczenie i duże sukcesy. Gdzieś z tyłu głowy jawi się myśl, że niedługo mogą przyjść jeszcze większe?

SK: Taki mam plan. Niedługo zamierzam wystąpić na pierwszej międzynarodowej imprezie, czyli Diamond Cup w Warszawie. To już szczebel wyżej. Chciałbym też wystąpić we wrześniu na Arnold Classic Europe w Barcelonie organizowanym właśnie przez Arnolda Schwarzeneggera. To impreza najwyższego poziomu w kulturystyce amatorskiej na świecie. Byłoby to dla mnie dużym sprawdzianem umiejętności. A to, że się zajmuję od roku kulturystyką jest dla mnie tym większym sukcesem, bo są zawodnicy, którzy trenują o wiele dłużej i cieszą się wchodząc do finału zawodów. Od zawsze miałem bardzo wysokie ambicje, mierzyłem wysoko i chciałem osiągnąć najwyższy pułap. W zeszłym roku wywalczyłem wicemistrzostwo Polski, mimo że wtedy dla mnie sukcesem byłby sam finał Mistrzostw Polski. Były też niespełnione ambicje, bo rok temu byłem jeszcze w wieku juniorskim i chciałem wystąpić na Mistrzostwach Świata juniorów w Rumunii na jesień. Dostałem wstępnie powołanie do kadry, ale złamałem nogę. Miałem 5 miesięcy przerwy. Przez 8 tygodni byłem unieruchomiony śrubą w stawie skokowym, także miałem ciężkie 8 tygodni. Nie poddałem się jednak, trzymałem dietę cały czas, w czym pomagała mi moja kobieta, Paula, przynosiła mi do szpitala posiłki… Leżałem tam tydzień po jednej z dwóch operacji nogi, a gdy pięlegniarki przychodziły, mówiąc o porze jedzenia, wszyscy dostawali szpitalne posiłki, wiadomo – dwie kromki chleba z masłem oraz po plasterku szynki i sera, ja wtedy zawsze dostawałem pytanie o numer pojemnika. Miałem je wszystkie przygotowane i podpisane od 1 do 6, a jako że nie mogłem wstać, pielęgniarki mi pomagały odgrzewając je w mikrofali i przynosząc moje jedzenie. Już w szpitalu miałem przygotowane hantle, gumę, tam zacząłem trenować. Po wypisaniu do domu też starałem się codziennie, wytrwale trenować. Miałem ten niedosyt, bo tak wiele udało mi się w tym czasie osiągnąć i nie chciałem tego zaprzepaścić przez kontuzję. Wiedziałem, że przyjdzie czas, w którym będę mógł znów w pełni trenować, nie chciałem, żeby moje umiejętności poszły do tyłu. Po drugiej operacji, zaczynałem tak naprawdę na nowo chodzić, musiałem się tego od początku nauczyć, bo było to problemem po 10 tygodniach unierochumienia, zacząłem z powrotem chodzić na siłownię. Moja kobieta mnie przywoziła, wyskakiwałem z auta na jednej nodze, przychodziłem, trenowałem. Dostosowałem się do niej, w domu przygotowywałem jedzenie i starałem się na nowo usamodzielnić. Lekarze mówili, że nie ma opcji, żebym mógł normalnie funkcjonować, a co dopiero trenować. Chodząc cały czas na rehabilitację, poprawiając funkcjonowanie nogi, doprowadzając ją do stanu początkowego stwierdziłem, że chcę w następnym roku wystartować w Mistrzostwach Polski i poprawić wynik. Mało kto w to wierzył. Każdy, kto się zajmuje tą dziedziną sportu wie, że nogi są bardzo ważne i trudno je zbudować, a co dopiero je odbudować po złamaniu. Nie poddałem się i cały czas brnąłem do przodu. Okazało się jednak, że potrafiłem zbudować świetną formę na te zawody, a po urazie została mi już tylko opuchnięta kostka oraz w środku blacha i 7 śrub, które jeszcze muszę wyciągnąć. Na razie jednak to przeciągam jak mogę, bo czekają mnie kolejne zawody i jest mi to nie po drodze. Nadal trwają rehabilitację i dochodzę do siebie, ale ta kontuzja, patrząc z perspektywy czasu, dała mi wielkiego kopa, żeby się poprawić.

PC: Trening pomógł w odbudowaniu formy tej nogi?

SK: Nie był wskazany, bo były to duże obciążenia. Lekarz nie kazał mi robić rynic, jeździć na rowerze, zalecał raczej spacery czy basen. Mój rehabilitant pozwolił mi lekko obciążać nogę, zaznaczając słowo lekko. Mimo tego robiłem ciężkie przysiady, ciężkie wypchnięcia, co doprowadziło w pewnym momencie do stanu zapalnego w biodrze, bo jedna noga była słabsza od drugiej. Znów miałem problemy z chodzeniem, musiałem zrobić sobie chwilę przerwy, ale udało mi się to odbudować na nowo. Nawet mój rehabilitant patrząc na tę nogę teraz stwierdził, że nie widział jeszcze tak szybkiego powrotu do zdrowia po takiej kontuzji i te obciążenia nogi mogły wnieść wiele pozytywnego do odbudowy stawu. Także można powiedzieć, że ten trening pomógł w regeneracji.

PC: Wracając jeszcze do planów na przyszłość – Mistrzostwa Polski były też wstępnymi eliminacjami na Mistrzostwa Europy. Zobaczymy Cię tam?

SK: Niestety nie. Pojawił się problem – przed rozpoczęciem kategorii Open źle się czułem, miałem bóle żołądka i pierwsze symptomy odwodnienia oraz lekkiego wygłodzenia, pojawiły się problemy trawienne… Z pomocą trenera podjąłem decyzję, że nie wyjdę do eliminacji, a robiąc to zamknąłem sobie drogę do kadry. Na Mistrzostwa Europy nie pojadę, ale chcę to sobie zrekompensować wyjazdem na Diamond Cup.

PC: Tak na koniec – masz coś do powiedzenia mieszkańcom Gniezna?

SK: Idzie lato, to idealny czas, żeby popracować nad sylwetką, także zapraszam do współpracy, tak jak wspominałem, niedługo zostanę trenerem personalnym, mogę pomóc w zakresie doboru planu treningowego i jako student dietetyki również odpowiedniego planu żywnościowego, także idealnie się to składa z budowaniem formy na lato. Zapraszam też do śledzenia transmisji z zawodów na moim facebookowym fanpage’u, w których biorę udział – jeśli kogoś to interesuje, to będę bardzo zadowolony z zainteresowania gnieźnian!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *