FITNESS/KULTURYSTYKA TOP NEWS

Gnieźnianka trenowała z Lewandowską. Znamy szczegóły Camp by Ann!

Podobno by dostać się na szkolenie z „Lewą” nie trzeba wcale mieć cechy nadczłowieka, a jedynie być pozytywnie nastawionym. Jeśli uśmiech mamy już wymalowany na twarzy, wystarczy mieć jeszcze kilka tysięcy wolnych środków i refleks niczym Robert Lewandowski. Pierwszy tegoroczny “Camp by Ann” wyprzedał się w 15 (!) minut od jego ogłoszenia nawet pomimo tego, że nie funkcjonuje tu żaden termin „promocja” czy „okazja”. Okazją jest spotkanie z byłą sportsmenką a obecnie trenerką, ekspertką zdrowego żywienia (i celebrytką) robiącą furorę w fit-branży.

Anna Lewandowska organizuje obozy dwa razy w roku w Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki Dojo – Stara Wieś. Na trwających tydzień treningach widywać się można nie tylko z nią, ale i z celebrytami z pierwszych stron gazet. Na Instagramie pełno jest selfie z kont Violi Piekut, Zosi Ślotały, Agnieszki Woźniak-Starak i połowy WAGS polskich piłkarzy.

Ile i czy warto wydać sporo gotówki na tygodniowy trening, co można tam przeżyć i jaką osobą jest Anna Lewandowska. O tym wszystkim dowiedzieliśmy się z ust Moniki Bubacz, która wybrała się do ośrodka treningowego, bo jak sama mówi jest jej wielką fanką. Zapraszamy do lektury

Hubert Maciejewski/SportoweGniezno.pl – Co ciebie skłoniło by wziąć udział w tym obozie?

Monika Bubacz – Od paru lat śledzę profil Ani oraz jej bloga i bardzo polubiłam jej metody jak i ją samą. Mam także jej programy treningowe, książki i to nie była spontaniczna decyzja, tylko przemyślany ruch już od dłuższego czasu. Mówię „od dłuższego czasu” bo próbowałam zapisać się kilkukrotnie, ale nigdy nie udawało mi się wskoczyć na listę.

Czyli rzeczywiście aby się dostać trzeba działać błyskawicznie. To co można przeczytać w mediach nie jest wytworem wyobraźni by rozbudzić emocje u zainteresowanych?

Nie. Każde ogłoszenie, które się ukazywało było po kilkunastu minutach nierzadko już nieaktywne. Wiem, bo próbowałam i nie mogłam się dostać. Miejsca na campie zapełniają się błyskawicznie. Tym razem ogłoszenie o naborze pojawiło się w listopadzie i szybko wysłałam maila i się udało. Później trzeba było jedynie dostać zezwolenie od lekarza o braku przeciwskazań do wysiłku, wykonać niezbędne badania i gotowe.

Jak wyglądały pierwsze minuty po przyjeździe? Były jakieś specjalne obostrzenia od organizatorów, nakazy, zakazy?

Nie. W ogóle to sam początek był niesamowity. Zdążyłyśmy z koleżankami pojawić się w recepcji a po kilku chwilach pojawiła się Ania. Tak jakby na każdego czekała! Przywitała się jak ze swoimi koleżankami, porozmawiała chwilę na wstępie co dla nas było wręcz szokiem. Wyobrażałyśmy sobie, że oto pojawi się mało „dostępna” celebrytka i trochę bałyśmy się tego spotkania. A okazało się to wszystko naprawdę miłą niespodzianką – zobaczyłyśmy wyluzowaną dziewczyną o normalnym usposobieniu. Do tego dostałyśmy pakiety powitalne, kosmetyki, diety i mogłyśmy udać się do swoich pokoi.

Treningi rozpoczęły się od razu po przyjeździe?

Na początek była kolacja powitalna i rzeczywiście jakiś czas po niej ruszyliśmy wszyscy na pierwsze zajęcia. Później codziennie rano o 7.50 mieliśmy poranny rozruch na powietrzu, czyli bieganie i rozciąganie. O 9.00 mieliśmy śniadanie, dwie godziny później kolejny trening już na sali, dalej obiad, po nim wykład, kolacja i na koniec dnia ostatni trening. I tak do końca.

O czym mówiono na wykładach?

Codziennie były inne tematy. Ania na przykład opowiadała nam na początek o sobie, swoją historię sportową, opowiadała trochę też o nietolerancjach pokarmowych. Później do akcji wkroczyli dietetycy, którzy opowiadali o prawidłowym odżywianiu się a nawet o problemach z tarczycą, które są bagatelizowane a ma z nią problem wiele osób. Od tego swój początek ma wiele rzeczy, które „zamęczają” nasz organizm.

Jak oceniłabyś treningi? Było na nich coś innego, coś z czym się nie zetknęłaś? Kto je w ogóle prowadzi?

Ania ma swój team złożony z dwóch chłopaków i dwóch dziewczyn i wszyscy mają swoje role. Dzielą się w zależności od tego, co było na nich robione – rzeczy siłowe, karate, zumba czy cardio.

Dla kogo skierowany jest taki camp? Osób zdyscyplinowanych fizycznie, bardzo aktywnych, czy jest dla każdego?

Były tam przeróżne osoby, nawet kobiety po pięćdziesiątce. Ania od samego początku zaakcentowała, że nie ma tutaj żadnego parcia na efekt – każdy pracuje swoim tempem, swoją siłą i swoimi umiejętnościami. Jeżeli ktoś nie miał już siły mógł usiąść z boku i nie było z tym problemu. Zresztą to nie były jakieś katorżnicze treningi. Trwały 1,5h ale były bardzo fajnie ułożone, że każdy dawał radę. Cały pobyt był bardzo intensywny. Zastanawiałam się co będę ta robić całymi dniami po treningach, ale w rzeczywistości było wszystko poukładane tak, że nie było czasu na nudę.

Byliście w Centrum Japońskich Sportów (na zdj.), a czy warunki zakwaterowania które tam zastałaś były adekwatne do tego – karimata i styl bliskiego wschodu?

Tak dokładnie. Wszystko było w stylu japońskim. Sam teren wokół był przepiękny – zero domów, sama przyroda. Domki z kolei były 7-os. i spaliśmy tam nie na super wygodnych łożach tylko na materacach. Niewielki stolik, żadnych krzeseł, siedzieliśmy na ziemi, jednak warunki były super, choć ci którzy oczekiwali luksusów to mógł się zawieść. Mieliśmy kominek, łazienkę, kuchnię i to miało nam wystarczyć do szczęścia.

Byli zatem tacy co narzekali i na warunki pobytu i na treningi?

Nie zauważyłam. Tutaj też muszę powiedzieć o pierwszej kolacji i przesłaniu od Ani. Powiedziała pół żartem, że podczas obozu nie ma marudzenia. Jak ktoś będzie kręcił nosem, dostanie dodatkowe zestawy ćwiczeń. To było tak jak mówię, powiedziane żartobliwie, ale odebraliśmy to fajnie i nawet jak dziewczyny miały jakieś zakwasy, to dostawały dodatkowy wycisk a my mieliśmy dobrą zabawę. Każdy starał się jak mógł, żeby nie marudzić.

Co jest takiego fascynującego w tym co proponuje Lewandowska? Są przecież instruktorki, które od lat edukują i trenują jak chociażby Ewa Chodakowska.

Przekonała mnie do siebie swoimi metodami, trybem życia, aktywnością. Ma naprawdę fajne programy treningowe, diety i przede wszystkim polubiłam ją jako osobę. Poza tym dowiedziałam się dużo pożytecznych rzeczy np. o nietolerancjach pokarmowych o których rzeczywiście nie mówi się jakoś dużo. Mówili też o lekach, antybiotykach, ćwiczenia moim zdaniem też były ciekawie skomponowane, których nie ma na płytach.

To przejdźmy do finansowej strony pobytu. Mówi się, że trzeba słono zapłacić za tygodniowy trening.

Czy ja wiem. Koszt całego campu to 3 tys. zł. Narzekania, że jest to kupa kasy słychać mam wrażenie z ust tych którzy jeszcze tu w ogóle nie byli. Bo wydaje mi się, że ta kwota może nie jest niska ale trzeba wziąć pod uwagę to co dostajemy w zamian. Jest to cały tydzień naprawdę ciekawych treningów, wykłady, bardzo dobre wyżywienie, a nawet masażysta na każde zawołanie. Jeśli któraś miała problem, to mogła zawsze liczyć na solidny masaż. Poza tym było badanie masy ciała, pomiary tkanki tłuszczowej etc. Moim zdaniem to nie jest kosmiczny wydatek jeśli kogoś oczywiście na to stać.

Lewandowska często z wami rozmawiała po treningach?

Tak, często. To co powiedziałam, że widząc kogoś tylko w telewizji mamy wrażenie, że będzie to niedostępna osoba i pojawi się tylko na treningu. Siadałyśmy sobie na macie, dyskutowałyśmy, nawet pocieszała te osoby, które gorzej sobie radziły. Pod tym względem była rewelacyjna. A pytaliśmy ją o różne kwestie. Głównie to co nas tu sprowadziło, czyli treningi, ale dyskutowaliśmy też o szczepieniach dzieci, padały też pytania o to na czym się skupić otwierając swój biznes z jedzeniem.

A pytania dotyczące Roberta padały? Tego jak się żyje z taką gwiazdą?

Nie. Nikt jakoś nie wypytywał o sferę prywatną. Pytaliśmy jedynie czy Robert się pojawi choć na chwilę, bo gdzieś w głębi duszy liczyliśmy, że może zrobią nam niespodziankę. Czułam, że niektórzy mieli nadzieję, że będzie okazja go spotkać, zrobić sobie zdjęcie, otrzymać autograf. To były jedyne pytania które się pojawiły, ale niestety nie było nam dane go spotkać. Co do Ani, to powiem tak. Z mojego punktu widzenia myślałam, że pojadę na obóz i też będę ciekawa jak zachowuje się tak znana osoba. Ale będąc tam i przebywając z nią, czujesz się jak na spotkaniu z koleżanką. Z kimś równym tobie, nie wywyższającym się. Cała atmosfera była w ogóle bardzo ciepła

Były jakieś znane twarze?

Pojawił się na krótko Kuba Wesołowski. To w zasadzie jedyna znana twarz z telewizji, która się pojawiła w trakcie całego obozu.

Pojechałabyś jeszcze raz?

Oczywiście! Nie wiem czy tylko mąż mnie puści (śmiech). Każdemu mogę polecić, bo jest super atmosfera i jest coś jeszcze o czym trzeba powiedzieć. Tam jest 100 osób ćwiczących. Każda może nie tylko skupić się na treningach, ale przede wszystkim zrelaksować na maxa. Możemy poćwiczyć ale i pogadać odrywając się od tej codziennej gonitwy. To jest warte naprawdę każdych pieniędzy

Co usłyszałyście na koniec z ust Lewandowskiej?

Tutaj muszę się pochwalić. Na końcu wszyscy usiedliśmy na sali i Ania wyróżniła najbardziej zaangażowane osoby. I ja byłam w tym gronie! Wzruszyłam się niesamowicie. Pochwaliła mnie za to, że byłam uśmiechnięta, dawałam z siebie wszystko nawet pomimo tego, że zachorowałam w trakcie pobytu. Cisnęłam na maxa. DOstałam specjalny kalendarz z autografem. Nie wiem kiedy się otrząsnę z tego.

Dziękuję za rozmowę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *